Noc cudów i przegranych spraw - J. K. Rowling „Gwiazdkowy prosiaczek” (recenzja)

 

Autorka bestsellerowej sagi o przygodach młodego czarodzieja opublikowała nową „opowieść wigilijną” dla dzieci. Czy jest to tylko chwyt marketingowy, czy może wartościowa literatura dziecięca?

Zacznę od tego, że jest to na pewno literatura dziecięca, nie młodzieżowa! Jeśli Wasz 15-letni kuzyn jest fanem sagi o Harrym Potterze inosi szalik z barwami Griffindoru, nie oznacza, że będzie zachwycony tą książką na gwiazdkę. Jest to opowieść o małym chłopcu niezwykle przywiązanym do swojej starej przytulanki. Publikacja raczej trafi w gusta dzieci w wieku wczesnoszkolnym.

Opowieść zaczyna się jak książka familijna o problemach rodzinnych. Poznajmy głównego bohatera, Jacka, jego ukochanego prosiaczka DP (czyli „Daj Prosia”), a zaraz potem rodzice chłopca się rozstają. Choć w książce występuje narrator wszechwiedzący, wypowiada on się na temat rozwodu rodziców z perspektywy dziecka (np. Potem tata już z nimi nie mieszkał; Nie chciał się przeprowadzać ani iść do nowej szkoły. Mama chyba nie rozumiała, że Jack ma już dosyć zmian). Sytuacja jest więc przedstawiona w przystępny dla młodego czytelnika sposób, być może mogłaby pełnić rolę książki terapeutycznej, jeśli dziecko zmaga się z podobnymi zmianami w swoim życiu.

Jack jest w stanie znieść zaistniałą sytuację tylko dzięki DP. To jemu zwierza się, do niego przytula, gdy jest mu smutno. Kocha w nim wszystko – jego guziczki przyszyte w miejsce oczu, sprane futerko i specyficzny zapach. Kiedy DP ginie na autostradzie, Jack postanawia go odszukać. Pomaga mu w tym jego nowa zabawka – tytułowy Gwiazdkowy Prosiaczek.

I tu zaczyna się magia, w której J. K. Rowling jest mistrzynią. W bardzo szczegółowy sposób przedstawia miejsca, do którego trafiają zgubione rzeczy. Przedmioty przenoszą się do różnych krain – w zależności od tego, jak bardzo tęsknią za nimi ich właściciele, jak bardzo były dla nich ważne. Czytając opis miejsca o nazwie Zawieruszone, z przejęciem wspomniałam swoje zgubione parasole i rękawiczki. Opis tej koszmarnej poczekalni jest wyjątkowo przekonujący! Najciekawszą krainą w tej książce jest moim zdaniem Miasto Wytęsknionych. Opływające w złoto, z kanałami i gondolami niczym w Wenecji, jest miejscem, do którego trafiają najcenniejsze rzeczy, ale nie tylko! Jack spotyka tam m.in. zgubioną Ambicję czy Szczęście. Fantazja autorki nie zna granic – rozdział ten zaskakuje (pozytywnie) także dorosłego.

Wyznaję zasadę, że rzeczy martwe nie mają specjalnego znaczenia, jednak ta filozofia nie kłóci się z przekazem książki. Jest ona przede wszystkim książką o relacjach. W przypadku dzieci przyjacielem może być pluszak albo może być on zmyślony. Jest więc to opowieść o szacunku, przywiązaniu i empatii przedstawiona językiem dziecka. Równocześnie ciągłe zwroty akcji nie pozwalają się nudzić i książka jest przede wszystkim dobrą rozrywką.

Publikacja składa się z 9 części. Rozdziały nie są za długie nawet do słuchania przez kilkuletnie dziecko, więc książka może się sprawdzić na czytanie na głos całą rodziną w zimowe wieczory. Mój dwuipółlatek z przyjemnością słuchał tej opowieści, choć przeczytanie książki zajęło nam około miesiąca. Publikacja została opatrzona czarnobiałymi ilustracjami Jima Fielda, które doskonale oddają tajemniczy nastrój książki.

Wracając do pytania zawartego na początku artykułu, stwierdzam, że jest to mądra propozycja dla dzieci pełna naprawdę zaskakujących przygód. A jak wiąże się ze Świętami? Główna część akcji toczy się w Wigilię Bożego Narodzenia, a Jack spotyka na swoje drodze m.in. Świętego Mikołaja. Jednak książka ta sprawdzi się jako ciekawa lektura nie tylko w okresie okołoświątecznym.

Do kupienia tutaj.

Komentarze