Onomatopeje w rozwoju mowy dziecka. Soledad Bravi „Księga dźwięków” – recenzja
Każdy rodzic z niecierpliwością
czeka na pierwsze słowo swojego dziecka. To bardzo przyjemny moment, zwłaszcza
gdy tym słowem jest „mama” lub „tata”. Ja szczerze nie mogę się doczekać, kiedy
mój Molik zacznie mówić więcej niż kilka dwusylabowych słów. O ile łatwiejszy
będzie trud wychowywania, kiedy dziecko powie, dlaczego płacze...
Dziecko początkowo komunikuje się właśnie krzykiem i płaczem (por.: L. Kaczmarek, 1970, s. 8-14). Około 2-4 miesiąca zdrowe
dzieci zaczynają głużyć – są to różnego rodzaju mimowolne, niewyraźne dźwięki.
Głużenie występuje także u dzieci niesłyszących. Następnym etapem jest
gaworzenie. Zaczyna się około 6 miesiąca życia – są to świadomie wydawane
dźwięki, które dziecko m.in. powiela z
otoczenia. W trakcie gaworzenia maluch wypróbowuje swój głos na różnych
wysokościach i w różnym poziomie głośności – jest to równocześnie trening
słuchu. Pierwszy rok życia dziecka to okres melodii.
Od około roku liczba
sygnałów-wyrazów zaczyna się zwiększać (półtoraroczne dziecko wymawia od 60 do
100 wyrazów – por.: L. Kaczmarek, 1970, s. 29). Kolejnym
etapem, około drugiego roku życia, będzie etap posługiwania się zdaniem. Leon
Kaczmarek stwierdza, że około 3 roku życia dziecko ma już ukształtowaną mowę
(1970, s. 32-33). Ostatnim etapem jest okres mowy swoistej (do 7 roku życia),
podczas którego możemy zaobserwować różnego rodzaju błędy. Często są one dość
zabawne – np. w wyrazach, które odmieniają się w sposób wyjątkowy, dzieci
stosują regularne końcówki.
Jeśli zaniepokoi nas, że dziecko
jeszcze nie mówi, najlepiej udać się z tym problemem do logopedy, który oceni,
czy opóźnienie jest związane z indywidualnym tempem rozwoju mowy naszej
pociechy czy może z konkretnym zaburzeniem i potrzebna będzie pomoc
specjalisty.
Niestety coraz częściej dzieci (i
ich rodzice) borykają się z opóźnionym rozwojem mowy. Występuje, gdy rozwój
mówienia i rozumienia (lub jednego z wymienionych) przebiega wolniej niż
przewidują normy dla danej grupy wiekowej (por.: G. Jastrzębowska, O.
Pelc-Pękala, 2003, s. 346-362). W przypadku opóźnionego rozwoju mowy stosuje
się różnego rodzaju ćwiczenia. Punktem wyjścia w tego typu terapiach jest
współpraca z rodzicami, bo to oni spędzają najwięcej czasu z dzieckiem. Jeszcze
zanim nastąpi problem, można starać się kształtować odpowiednie zachowania
językowe w myśl zasady: „lepiej zapobiegać, niż leczyć”. Od samych narodzin
dziecka, warto otaczać go mową. Nie zastąpi nas jednak w tym radio czy
telewizja – potrzebny jest akt komunikacji. W terapii opóźnionego rozwoju mowy niekiedy
zaleca się rodzicom tzw. „kąpiel słowną”.
Warto jest mówić do dziecka przy każdej możliwej okazji – kiedy je
przebieramy, karmimy, jesteśmy z nim na spacerze. Nawet jeśli dziecko jeszcze
nie mówi, można z nim „rozmawiać” – zadawać pytania i odpowiadać z zainteresowaniem
na jego „a-gu”. Przy czym należy
pamiętać, żeby wypowiadać się w sposób poprawny – unikać „spieszczania”,
celowego seplenienia czy zbyt często używanych zdrobnień (por.: L. Kaczmarek,
1970, s. 21). W jaki sposób dziecko ma nauczyć się poprawnej polszczyzny, jeśli
osoby, które je otaczają, mówią do niego: „Śliczniasi malusiek chce pać”?
Traktujmy dzieci z szacunkiem i nie utrudniajmy trudnego procesu, jakim jest
nauka mowy. A jeśli zdecydujemy się na zatrudnienie niani – zwróćmy uwagę na to,
jak mówi, bo nasze dziecko może powielić jej niepoprawną wymowę.
Dzieci kochają wyrazy
dźwiękonaśladowcze (onomatopeje). Zanim zaczną mówić polszczyzną ogólną, będą
starały się komunikować jej prostszą wersją, na którą będą składać się
wypowiedzi typu „bach”, „am-am”, „a-kuku”. Około pierwszego roku życia doskonałym
bodźcem do nauki nowych słów są właśnie onomatopeje. Oczywiście nie zaszkodzi
już wcześniej używać ich w rozmowie z dzieckiem.
„Księga dźwięków” wydawnictwa
Dwie Siostry to obowiązkowa pozycja na dziecięcej półce francuskiego autora i
ilustratora. Polski tytuł doskonale oddaje bogactwo wyrazów
dźwiękonaśladowczych umieszczonych w tej jednej książce – jest ich aż 55!
Niektóre z nich naprawdę mnie zaskoczyły – na przykład rozróżnienie, że „Strażacy
robią iiiuuu iiiuuu”, a „Policja robi eoeoeo”. W tej niepozornej
książeczce można dostrzec też poczucie humoru autora: „Boże Narodzenie robi
ciiicha noc, świeeęta noc”, a „Szpinak robi bleee”.
Mój Molik szczerze uwielbia tę
książkę. Do tego stopnia, że potrafi skoncentrować uwagę na dość długo, bo za
jednym podejściem czytamy ją całą. Potem Molik przejmuje inicjatywę i otwiera
książkę na losowych stronach oraz patrzy na mnie, oczekując wydania
odpowiedniego dźwięku. I tak co dzień przez 10-15 minut świetnie się bawimy z
„Księgą dźwięków”. Ostatnio bardzo mnie zaskoczył, klaszcząc w dłonie, tuż
przed tym jak otworzyłam stronę z onomatopeją „klap klap klap” (dzieci uczą się
szybciej i więcej niż nam się wydaje). Póki co mój roczny Molik niewiele
jeszcze mówi, ale starszemu dziecku można zaproponować zabawę w powtarzanie
poszczególnych dźwięków i nagradzać je np. rysowaniem gwiazdek na kartce
za każdy poprawnie wymówiony dźwięk.
Z całą pewnością polecam „Księgę
dźwięków” wydawnictwa Dwie Siostry, która doskonale sprawdzi się jako pomoc w
rozwoju mowy na jej początkowym etapie.
Do kupienia tutaj.
Bibliografia:
G. Jastrzębowska, O. Pelc-Pękala,
2003, Diagnoza i terapia opóźnionego
rozwoju mowy [w:] Logopedia. Pytania
i odpowiedzi. Podręcznik akademicki, t. 2, red. T. Gałkowski, G.
Jastrzębowska, Opole.
L. Kaczmarek, 1970, Nasze dziecko uczy się mowy, Lublin.






Książka jest ok. Ale przyznam, że mi miłośniczce szpinaku nie spodobało się, że "szpinak robi bleee"... Fajnie by było jednak nie nastawiać dzieci na NIE do zielonego... ;) takie małe przemyślenia.
OdpowiedzUsuńTeż kocham szpinak i miałam co do tej strony mieszane uczucia, ale na szczęście mój Molik kocha zielone i nie wziął sobie do serca tej strony ;)
Usuń